Przejdź do treści
MBMarcin Bochenek

Proces

Wdrożenie strony internetowej: od 20 minut do pomiaru, nie do slajdów

Autor: Marcin Bochenek · Aktualizacja:

„Jak wygląda współpraca” bywa opowiadane jak bajka o agile. U mnie są cztery kroki, których nie owijam: 20-minutowy audyt, plan na 90 dni, wdrożenie w produkcji ze stagingiem i szkoleniem, pomiar przed/po. Wizytówka: zwykle 2–4 tygodnie. Rezerwacje i integracje: 6–12. Jeśli ktoś obiecuje „stronę firmową B2B z AI i sklepem w 10 dni”, to nie ten proces — albo nie ten zakres.

Krok 1 — 20 minut, które mają prawo zakończyć projekt

Rozmawiamy o tym, co zjada czas albo blokuje sprzedaż. Na koniec: szacunek godzin, który pakiet ma sens, albo stop. To nie jest ukryty sprzedażowy webinar. Część calli kończy się „nie wdrażaj”. Wtedy nie ma Audit Sprintu na siłę i nie ma faktury za poczucie winy.

Krok 2 — jeden dokument na 90 dni, nie faza odkrywania

Zakres, integracje, pierwszy mierzalny efekt: zapytanie, które dochodzi, rezerwacja na żywo, e-faktura wychodząca. Bez Miro na kwartał. Jeśli nie umiemy nazwać efektu, wracamy do audytu albo się rozchodzimy. Wizytówka czy lejek zostaje rozstrzygnięte tu, nie w połowie kodu.

Krok 3 — produkcja, nie PDF „jak obsługiwać”

Krótkie iteracje, dostęp do wersji testowej, szkolenie 1–2 h dla zespołu. Kod po fakturach jest Twój. NDA standard. Nie zostawiam Cię z motywem, którego nie umiesz zaktualizować, bo nie buduję stosu wtyczek. Stack: zwykle Astro/Next dla stron, integracje tam, gdzie są (Previo, bramka, KSeF).

On-site w Trójmieście, gdy warsztat z zespołem ma sens. Zdalnie w całej Polsce. Odpowiedź w jeden dzień roboczy — to SLA, nie slogan hero.

Krok 4 — pomiar, który może skończyć się poprawką, nie zniknięciem

Porównujemy przed/po: czas obsługi, liczba maili, liczba zapytań. Jeśli liczby nie siadają, poprawiam. Nie gwarantuję rankingu. Gwarantuję, że nie znikam po deploju z „powodzenia w Google”. Szybkość i SEO mierzymy na produkcji, bo staging kłamie inną siecią i cache.

Czego nie ma w onboardingu

  1. Fałszywych case’ów „poprzedni klient zyskał 300%”. Live: Mint i Plumm.
  2. Trzech opiekunów, z których żaden nie koduje.
  3. Abonamentu „opieka SEO 1500 zł”, który łata WordPress.
  4. I DRIVE CARS i Agentic jako Wasz onboarding — zły produkt, zły status live.

Kalendarz, który nie kłamie: materiały, staging, produkcja

Wdrożenie strony internetowej psuje się najczęściej na Waszej stronie kalendarza, nie na mojej. Zdjęcia „w przyszłym tygodniu”, teksty „dziewczyna od contentu dopieści”, logotyp w trzech wersjach bez wektora. Dlatego daty stagingu i produkcji mają bufor na materiały. Spóźnienie przesuwa start. Nie magicznie „dopracujemy jakość w weekend”. Weekend jest na sen, nie na ratowanie briefu, którego nikt nie zamknął.

Staging jest po to, żebyście klikali jak gość, nie jak projektant. Formularz ma dojść. Na telefonie. Z wolnym LTE. Jeśli staging oglądacie tylko na iMacu w biurze, oszukujecie siebie. Produkcja to DNS, przekierowania, Search Console, pomiar. Nie confetti w Figma. Po fakturach kod jest Wasz — to nie jest abonament motywu, który umiera, gdy wygaśnie licencja przeciętnego page buildera.

Kto podejmuje decyzje w trakcie 90 dni

Jeśli decyzje rozjeżdżają się między marketingiem, IT i prezesem, wdrożenie staje się parkingiem komentarzy. Potrzebuję jednej osoby z prawem powiedzieć „tak, idziemy”. Feedback zbieracie wewnętrznie; do mnie wraca jedna lista, nie dwanaście maili z sprzecznymi H1. To nie jest arogancja. To jedyny sposób, żeby 2–4 tygodnie wizytówki zostały 2–4 tygodniami, a nie kwartałem.

On-site w Trójmieście biorę, gdy warsztat z zespołem skraca pętlę. Zdalnie w całej Polsce. SLA odpowiedzi: jeden dzień roboczy. To nie hero. To koszt, który wkalkulowuję, zamiast znikać na dwa tygodnie w „sprincie”. Jeśli potrzebujecie komitetu sterującego i cotygodniowego statusu dla pięciu dyrektorów — to inny produkt i inna stawka, nie pakiet strony firmowej.

Ryzyka, które spisuję zanim napiszę pierwszą linijkę

Integracja, której „na pewno nie ruszamy”, często jest tym, co wywraca termin. Previo, bramka, KSeF, stary CMS, skrzynka, która nie przyjmuje SMTP. Na starcie nazywam ryzyka: co jest pod Waszą kontrolą, co pod dostawcą, co pod mną. Nie obiecuję, że dostawca API odpowie w 24 godziny. Obiecuję, że nie udaję, iż to ja trzymam ich SLA.

Treści eksperckie i drugi język nie wchodzą ukradkiem. Jeśli w połowie ktoś chce PL/EN/UA i hreflang, to jest zmiana zakresu, nie „drobiazg CSS”. Blog jako hash w SPA nie jest kanałem organicznym — jeśli chcecie artykuły, planujemy crawlable URL-e jak ten dziennik. To decyzja produktowa, nie wtyczka.

  1. Zmiana H1 co trzy dni zabija tempo. Zamykamy copy na stagingu.
  2. Nowe logo tydzień przed startem przesuwa start, nie „wcisnę w nocy”.
  3. Prośba o sklep, CRM albo AI-czat w ostatnim tygodniu jest nowym projektem.

Po starcie: co mierzymy i czego nie gwarantuję

Mierzymy to, co nazwaliśmy na początku: zapytania, które doszły, czas do pierwszej odpowiedzi, ewentualnie rezerwacje albo e-faktury. Nie gwarantuję pozycji na frazę. Nie gwarantuję, że płatny ruch nagle stanie się tani. Gwarantuję, że nie znikam z „powodzenia w Google” i że szybkość sprawdzamy na produkcji, bo staging kłamie inną siecią.

Poprawki po starcie są w umowie albo nie są. „Drobne zmiany przez miesiąc w cenie” bez limitu to sposób, żeby wizytówka zjadła budżet lejka. Spisujemy rundę poprawek. Potem jest retainer albo stop. To jest dorosłe wdrożenie strony internetowej, nie abonament wstydu za to, że prezes zobaczył inną stronę na Instagramie.

Jedna lista feedbacku albo kalendarz kłamie

Dwanaście maili z sprzecznymi H1 zamienia 2–4 tygodnie w kwartał. Właściciel decyzji, właściciel materiałów, kto klika DNS, bufor na spóźnione zdjęcia. Staging jak gość na LTE. Produkcja to Search Console i pomiar, nie confetti. Poprawki po starcie mają rundę albo retainer. Nie gwarantuję frazy. Gwarantuję, że nie znikam. 20 minut na wejściu mogą zakończyć projekt — legalnie. Wdrożenie strony internetowej bez tej dyscypliny jest discovery w przebraniu, tylko z deploje zamiast Miro. Tego nie sprzedaję w pakiecie wizytówki. Kalendarz, który nie kłamie, jest częścią zakresu — nie „dopięciem na końcu, jak już będzie kod”. Jeśli nie ma imienia przy materiałach, nie ma daty produkcji. Jest nadzieja, a nadzieja nie wchodzi do umowy. Kod wtedy czeka. Czekają też pretensje. Lepiej powiedzieć to na kick-offie niż po miesiącu ciszy. Data produkcji bez imienia przy zdjęciach jest datą teatralną. W umowie zostawiam bufor. W kalendarzu zostawiam prawdę. Jeśli prawda boli, 20 minut na starcie mogą zakończyć projekt. To nadal jest wdrożenie — tylko krótsze i tańsze.

Pytania

Co jeśli już mam agencję?

Mogę wejść obok: moduł, asystent, eksport. Bez przepisywania wszystkiego „bo ładniej”.

Kto pisze teksty?

W pakiecie strony redaguję Twoje materiały. Copy od zera jest poza zakresem albo osobną wyceną — to jest w cenniku, nie w niespodziance.

Czy mogę zobaczyć staging?

Tak, zanim produkcja. To nie jest „zaufaj i czekaj na wielkie otwarcie”.

Co po 90 dniach?

Albo utrzymanie godzinowe, albo nic, jeśli strona stoi i mierzy. Nie wymuszam retainera.

Co przesuwa datę produkcji częściej: mój kod czy Wasze materiały?

Materiały. Zdjęcia w przyszłym tygodniu, copy „dopieszczymy”, logo bez wektora. Bufor na stagingu i produkcji jest w kalendarzu. Spóźnienie przesuwa start, nie „jakość magicznie w weekend”. Właściciel materiałów z imieniem, lista poza zakresem przed pierwszym commitem, kto klika DNS. Szkolenie 1–2 h w kalendarzu, nie nagranie „jak będzie czas”. Staging oglądacie jak gość na telefonie i wolnym LTE, nie tylko na iMacu w biurze.

Ile osób może dawać mi sprzeczne H1 w trakcie 90 dni?

Jedna lista feedbacku, jedna osoba z prawem „tak, idziemy”. Dwanaście maili z marketingu, IT i prezesa zamienia 2–4 tygodnie wizytówki w kwartał. On-site w Trójmieście gdy warsztat skraca pętlę; zdalnie w Polsce; SLA odpowiedzi jeden dzień roboczy. Komitet sterujący dla pięciu dyrektorów to inny produkt, nie pakiet strony firmowej. Drugi język i blog nie wchodzą ukradkiem w ostatnim tygodniu — to zmiana zakresu. Kod po fakturach jest Wasz, nie abonament page buildera.

Czego nie gwarantujesz po starcie?

Pozycji na frazę ani taniego płatnego ruchu. Gwarantuję, że nie znikam z „powodzenia w Google” i że szybkość mierzymy na produkcji. Runda poprawek jest w umowie albo jej nie ma. „Drobne zmiany miesiąc w cenie” bez limitu zjada budżet lejka. Potem retainer albo stop. To dorosłe wdrożenie, nie abonament wstydu, bo prezes zobaczył inną stronę na Instagramie. 20 minut na starcie mogą zakończyć projekt zanim powstanie kalendarz — i to jest legalne.

Pierwszy krok to 20 minut, nie brief na 40 slajdów

Jeśli po callu nie ma sensu — kończymy. Jeśli jest: 90 dni z efektem. Kontakt.

Umów 20-min audyt